Nawrócenia, które wstrząsnęły światem – Żyd, okultysta i muzułmanin – każdy z nich odnalazł drogę do Chrystusa przez Maryję. Alfons Ratisbonne, Bartolo Longo i Ibrahim Sallam to trzy niezwykłe historie przemiany, łaski i różańca, który stał się kluczem do ich zbawienia.

Alfons Ratisbonne
W XIX wieku jeden cud poruszył cały katolicki i żydowski świat. Młody Żyd z Paryża, Alfons Ratisbonne, nawrócił się i został księdzem katolickim. Przed nawróceniem fanatycznie nienawidził katolików. Od przyjaciela, barona de Boussière, z bluźnierczym uśmieszkiem przyjął Cudowny Medalik. W Rzymie, w bazylice św. Andrzeja delle Fratte, Ratisbonne czekał na swego przyjaciela. Było południe. W kościele panowała zupełna ciemność, tylko kaplica św. Michała Archanioła, do której wszedł, była oświetlona. Ujrzał on Maryję odrywającą się od ołtarza. Stała jak na medaliku, cała w jasnych promieniach. Wówczas uklęknął, złożył ręce i trwał w milczącej ekstazie. Przyszedł baron de Boussière, który zapytał go: „Czy widziałeś Maryję?”. Odpowiedział: „Tak. Widziałem. Nic mi nie mówiła, lecz zrozumiałem wszystko!”. – Fanatyczny Żyd przyjął chrzest. Został księdzem. Aż do śmierci pracował nad nawróceniem żydów. W Ain Karim, w Ziemi Świętej, na jego grobie widnieje napis: „Maryjo, pamiętaj o swoim dziecku, które jest słodką i chwalebną zdobyczą Twojej miłości”.
Święta Katarzyna ze Sieny (1347–1380), doktor Kościoła, powiedziała, że: „Maryja jest magnesem, wybranym, przygotowanym i uświęconym przez Boga, aby przyciągać serca ludzkie”.
Papież św. Pius X (1835–1914) w encyklice Ad diem illum laetissimum z 2 lutego 1904 roku. napisał, że: „Dozwolone zostało najdostojniejszej Dziewicy, aby była najpotężniejszą Pośredniczką i Orędowniczką całego świata u Jej Boskiego Syna”.
Bartolo Longo

Wspaniałym przykładem tej chwalebnej zdobyczy miłości Maryi był Bartolo Longo, który urodził się w Latiano, w pobliżu Brindisi, 10 lutego 1841 roku. Po ukończeniu szkoły podstawowej i średniej zapisał się na uniwersytet w Neapolu. Wtedy jednak młodzież tego uniwersytetu, jak również profesorowie, mało myślała o nauce, a więcej o polityce, na temat której aż tam wrzało. Dlatego Longo udał się do Lecco, gdzie pod opieką wytrwałych profesorów odbywał prywatne studia. W wolnym czasie poświęcał się muzyce. Ponieważ nie było go stać na opłacanie nauczyciela gry na fortepianie i flecie, dla zaoszczędzenia grosza żył bardzo skromnie, tak dalece, że podupadł na zdrowiu. Kiedy Neapol został przyłączony do zjednoczonych Włoch, Longo wraz ze swoim młodszym bratem, Alcestem, powrócił na uniwersytet do Neapolu, by uzupełnić studia.
Tam, niestety, zaraził się duchem laickim, jaki wówczas na tymże uniwersytecie był w modzie. Sam także zaczął występować przeciwko Kościołowi. Obojętny religijnie, oddał się namiętnie modnym w owym czasie praktykom spirytystycznym. Nawet przyjął „święcenia kapłańskie” – na wzór katolickich – jako kapłan szatana, który miał mu się pokazywać pod imieniem św. Michała. Na szczęście Longo miał przyjaciela, profesora Wincentego Pepe, człowieka głębokiej wiary. Ten powoli przekonał Bartola, że jest na złej drodze, na której nie osiągnie szczęścia ani doczesnego, ani wiecznego. Profesor zapoznał Longo z o. Albertem Radente, dominikaninem i uczonym, który w dyskusji rozjaśnił mu wiele wątpliwości dotyczących wiary katolickiej. Powoli stawał się on na nowo katolikiem praktykującym.
W roku 1864 Bartolo Longo obronił doktorat z prawa i powrócił do domu. Był jednak już wtedy zupełnie innym człowiekiem. Oddał się życiu w modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Kapłan, redemptorysta Emanuel Ribera proroczo przepowiedział: „Pan żąda od Ciebie wielkich rzeczy. Jesteś przeznaczony do niezwykłego zadania”. Porzucił więc zawód adwokata i złożył ślub dozgonnej czystości. Powrócił do Neapolu, gdyż tam widział o wiele szersze pole dla swojej apostolskiej pracy. Tam spotkał się z księżną Marianną de Fusco, która hojną ręką wspierała wszystkie jego dzieła i uczyniła go również administratorem swoich majątków w okolicach Pompejów.
Pewnego październikowego dnia roku 1872 Longo zatrzymał się na polu w pobliżu Pompejów i zaczął rozmyślać o swych dawnych „święceniach” kapłańskich w sekcie szatana. Oto jego słowa:
„Pomyślałem, że być może, skoro stan kapłański w chrześcijaństwie jest wieczny, tak i kapłaństwo u szatana obowiązuje na zawsze. Zatem pomimo mego nawrócenia, ciągle jeszcze należałem do szatana, byłem jego niewolnikiem i własnością, na którą czekał w piekle. Gdy tak zastanawiałem się nad swym położeniem, odczułem głębokie przerażenie i byłem bliski popełnienia samobójstwa. W moich uszach rozbrzmiewały słowa ojca Alberta, powtarzającego za Maryją: Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony. Słowa te oświeciły mą duszę. Upadłem na kolana, wykrzykując: Skoro te słowa zawierają prawdę, to osiągnę zbawienie, gdyż nie opuszczę tej ziemi, dopóki nie spopularyzuję różańca. Jakby w odpowiedzi na me słowa, zaczął bić dzwon w parafii w Pompejach, nawołujący do modlitwy Anioł Pański. Odebrałem to jako przypieczętowanie mej decyzji”.

Nie zwlekając, zorganizował parafialne misje i zachęcał księży do szerzenia czci różańca. W tym celu postanowił też nabyć wizerunek Najświętszej Maryi Panny. W jednym z neapolitańskich sklepów znalazł nawet odpowiedni obraz, jednak nie było go stać na jego zakup. Potem dowiedział się, że obraz ten nie odpowiadał wymaganiom prawa kanonicznego, gdyż święte obrazy muszą być namalowane farbą olejną, na płótnie lub na drewnie. Ten wizerunek był natomiast papierowym oleodrukiem.
W drodze Bartolo rozmawiał na ten temat z Albertem Radente, który opowiedział mu o obrazie, jaki pewna zakonnica, matka Concetta, przechowywała w swoim klasztorze. Zakonnik zachęcał go, by poprosił o ów wizerunek. Pierwotnie obraz ten Alberto znalazł w sklepie z rupieciami i nabył za symboliczną cenę. Po jakimś czasie ofiarował go zakonnicy. Bartolo obejrzał obraz, który bardzo mu się nie podobał, zarówno z powodu jego nędznego stanu, jak i braku wartości artystycznych. Opisał go tymi słowami:
„Nie tylko był podziurawiony przez robactwo, ale ponadto Madonna miała pospolity, typowy dla wieśniaczek, wyraz twarzy, (…) nad głową brakowało kawałka płótna. Jej opończa cała była popękana. Nie wspomnę już o brzydocie innych postaci. Św. Dominik wyglądał jak skończony prostaczek, na lewo od Maryi stała św. Róża. Potem zamieniłem ją na św. Katarzynę Sieneńską (…). Wahałem się, czy mam przyjąć ten podarunek, czy też podziękować. W końcu wziąłem go”.
Do tej decyzji skłoniła go matka Concetta, mówiąc: „Weź go, zobaczysz, że Matka Boża użyje tego obrazu, by zdziałać mnóstwo cudów”. Okazało się, że były to prorocze słowa. Wizerunek był za duży, by Bartolo sam mógł go przewieźć. Zawinął go więc w prześcieradło i oddał wozakowi, który przewoził ładunki pomiędzy Neapolem a Pompejami. Nie znając zawartości paczki, woźnica położył ją na stercie obornika, który wiózł na pobliskie pole. W ten sposób Matka Boża Różańcowa przybyła do Pompejów 13 listopada 1875 roku. Obecnie co roku wierni uroczyście obchodzą rocznicę tego wydarzenia.
Specjalnie dla Madonny Bartolo wzniósł wspaniałą świątynię. Wybudowano ją dzięki skromnym datkom ubogich i dużym ofiarom bogatych.
Bartolo Longo wyróżniał się nabożeństwem do Matki Bożej Różańcowej Pompejańskiej. Założył czasopismo „Różaniec i Nowe Pompeje”. Nadto opublikował wiele pism dotyczących różańca świętego. Siebie nazywał „kawalerem Maryi”. Nie mniejszym przywiązaniem i czcią darzył Stolicę Apostolską. Całe sanktuarium i wszystkie swoje dzieła oddał pod opiekę Maryi.
Bartolo Longo musiał dla Maryi wiele w życiu wycierpieć. Do walki z nim rzuciła się cała masoneria i liberałowie. W gazetach opluwano go, nazywano szalbierzem, obskurantem. „Kawaler Maryi” cieszył się, że może dla swojej Pani cierpieć, więc tym goręcej szerzył Jej chwałę. Dla dopełnienia zasług Pan Bóg nie szczędził swojemu słudze także i fizycznych cierpień. Znosił je z poddaniem się woli Bożej. Zmarł w miesiącu różańcowym 5 października 1926 roku, w wieku 85 lat. Obietnica Matki Bożej, że ten, kto propaguje Jej różaniec, zostanie zbawiony, spełniła się, ponieważ papież Jan Paweł II beatyfikował Bartola Longo 26 października 1980 roku. Papież Franciszek podpisał dekret o kanonizacji, która odbędzie się 19 października 2025 roku.
[restrict]
Ibrahim Sallam
Kolejną zdobyczą miłości Maryi był Ibrahim Sallam, Egipcjanin, muzułmanin, który miał jednego brata i cztery siostry. Spotykał się on z dobrocią zakonnic katolickich. Pewnego razu jego matka wracała ze szpitala od chorej córki, siostry Ibrahima, i mówiła z podziwem o dobroci, z jaką zakonnice dbały również o chorych muzułmanów.
Ibrahim Sallam zaczął uczęszczać do szkoły prowadzonej przez braci szkolnych. Był uprzedzony do chrześcijan, ale zetknięcie się z nauczycielami zmieniło jego nastawienie. Jak pisze ks. A. Słomkowski, rektor KUL-u: „Bezinteresowna dobroć braci i ich zainteresowanie się wszystkimi uczniami, bez względu na to, do jakiej należeli rasy, jakiej byli narodowości oraz jaką wyznawali religię, sprawiło, że pozbyłem się wobec chrześcijan nieufności, jaką islam zaszczepia swoim wyznawcom”. „Dobroć jest właściwością dobrego Boga. Dobroć człowieka sprawia, że Bóg ma dostęp nawet do serc najbardziej zamkniętych”.
Pewnego razu brat szkolny czytał o objawieniach Matki Bożej i o zdziałanych przez Nią cudach. Ibrahim słuchał z przejęciem. Po pewnym czasie, gdy brat czytał dalej, pojawiło się w nim pragnienie wiary chrześcijańskiej. „Wewnętrznie oświecony – napisał – i pocieszony wzbudziłem w sobie akt wiary w prawdy chrześcijańskie”.
W dalszym ciągu, pod nakazem rodzonego brata, muzułmanina, modlił się pochylony ku ziemi, jak to czynią muzułmanie, ale jednocześnie odmawiał „Wierzę w Boga”. Nie był ochrzczony, lecz pragnął chrztu. Chciał się całkowicie poświęcić Bogu, wstąpić do braci szkolnych. Jeden z nich odradzał mu to, zalecał wstąpić do jezuitów, ale ci odmówili przyjęcia go, gdyż mieli już przykre doświadczenia. Próbował zatem u franciszkanów – odmówili, u dominikanów – odmówili, w Zgromadzeniu Słowa Bożego – odmówili, wreszcie u białych ojców. Gdy i tutaj spotkał się z odmową, nie ustępował, lecz nalegał. Wspominając ten okres, pisał: „Nie pozostawała mi żadna nadzieja, zwłaszcza teraz. Ale każdego dnia modliłem się do Matki Bożej – odmawiałem różaniec. I moja ufność nie pozostała bez nagrody”.
Czekał trzy lata, aż wreszcie został przyjęty do ojców białych. Uciekł do Europy – do Francji – bez paszportu, jako służący. Przyjął chrzest, a swoje uczucia z tej ceremonii opisał tak: „Moje serce było przepełnione szczęściem na myśl, że jestem dzieckiem Bożym i bratem Chrystusa i jako matkę i królową mam samą Matkę Bożą”.
Jedenaście lat po otrzymaniu chrztu świętego został kapłanem: „Otrzymałem święcenia w maju, miesiącu poświęconym Jej, Matce Boga i Matce ludzi”. Podkreślał związek łaski swego nawrócenia z Matką Najświętszą. „Jej spodobało się, bym właśnie poprzednio w tym miesiącu otrzymał pierwsze światło wiary. W uroczystość Jej wniebowzięcia przyjąłem też sakrament chrztu świętego i bierzmowania”. I dodał: „W ten sposób Maryja chciała mi pokazać, że po Bogu Jej zawdzięczam wejście do Królestwa Bożego, którym jest jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół”.
Za łaski, jakie stały się jego udziałem po nawróceniu, napisał: „Mogę tylko z głębi duszy złożyć moje dziękczynienie Najświętszej Maryi Pannie, Pośredniczce wszystkich łask, mojej Matce i Pani, podziękować Sercu Jezusa, że mnie przyjął w swym miłosierdziu i pozwolił mi uczestniczyć w Jego kapłaństwie, i podziękować Trójcy Przenajświętszej”.
Kiedyś w Stanach Zjednoczonych cieszyła się wielką popularnością piosenka „Czerwone Róże dla Błękitnej Pani”. Tak, ale ta Błękitna Pani, Matka Boża, nie potrzebuje róż – Ona chce różańców, różańców i jeszcze raz różańców! Może dlatego sługa Boży arcybiskup Fulton Sheen zauważył: „Czy wiecie, na czym polega problem naszego pogrążonego w chaosie świata? Nie odmawia się dość różańców!”.
Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort zwykł mawiać: „Z całego serca proszę was, abyście codziennie odmawiali różaniec. Gdy śmierć będzie blisko, błogosławić będziecie tę godzinę, w której wzięliście sobie do serca to, co wam mówiłem, bowiem zasiawszy błogosławieństwa Jezusa i Maryi, zbierzecie plon: wieczne błogosławieństwa w niebie”. Wówczas staniemy się słodką i chwalebną zdobyczą Maryi.
[/restrict]
Tekst pochodzi z portalu https://krolowa.pl/
Dodaj komentarz